Realna nierzeczywistość

14.04.2025
Wystawy
Wystawa memoriałowa obrazów Marka Ejsmonda

Z wielkim wzruszeniem zapraszamy na wystawę memoriałową Marka Ejsmonda-Ślusarczyka, wybitnego malarza i pedagoga, który przez lata był związany z Państwowym Ogniskiem Artystycznym "Nowolipki" w Warszawie.

Wernisaż odbędzie się 25 kwietnia o godzinie 18:00 w Galerii Nowolipki.

Marek Ejsmond-Ślusarczyk zadebiutował jako artysta w 2000 roku, tuż po dyplomie na Wydziale Malarstwa warszawskiej ASP. Szybko zyskał rozpoznawalność – nie tylko dzięki swojej niezwykle charakterystycznej twórczości opartej na motywie elipsy, ale też dzięki niebanalnej osobowości. Był laureatem licznych nagród, uczestnikiem międzynarodowych wystaw i stypendystą Ministerstwa Kultury. W 2009 roku został odznaczony tytułem „Zasłużony dla kultury polskiej”.

Jego ostatnie prace – poruszające autoportrety – powstały już w cieniu choroby. Mimo ogromnych trudności, do ostatnich dni nie przestawał tworzyć.

Ta wystawa to hołd dla artysty, który w swojej sztuce i życiu był zawsze prawdziwy.

Poniżej tekst poświęcony Markowi napisany przez dr Annę Karolinę Zwoniarską

"Twórczość Marka Ejsmonda-Ślusarczyka zaczęłam obserwować dokładnie z chwilą kiedy obronił dyplom na Wydziale Malarstwa ASP w Warszawie, a ja zaczęłam wtedy studiować. To było w 2000 roku. Marek został na uczelni w roli asystenta prof. Marka Wyrzykowskiego. Był wtedy bardzo barwną postacią, po uczelni przechadzał się z ogromnym psem Fiodorem i słynął z robienia kawałów w duecie z Łukaszem Rudnickim, również asystentem.

 Po studiach szukał swojej drogi artystycznej, paradoksalnie pomogło mu w tym odejście z ASP. Wtedy zaczął swoją przygodę z elipsą. Znalazł znak, który stał się tak charakterystyczny dla jego twórczości. Odmieniał go przez wszystkie przypadki, wciąż komponując nowe zestawienia, a tym samym znaczenia. Jego obrazy często nagradzano. Na XX Festiwalu Polskiego Malarstwa Współczesnego na Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie zdobył Nagrodę Wojewody Zachodniopomorskiego w 2004 r., na II Warszawskim Festiwalu Sztuk Pięknych uzyskał 3 nagrodę w 2006 r. Tego roku uczestniczył również w wydarzeniach: „Warszawa w Sofii”, „Warszawa w Berlinie. Współczesne malarstwo polskie” oraz w IV Międzynarodowym Biennale Sztuki na Kostaryce oraz „Nowe Tendencje w Malarstwie Polskim” Galeria Miejska BWA Bydgoszcz. W 2007 r. jego prace można było zobaczyć na Triennale Malarstwa Współczesnego „ Jesienne Konfrontacje” w rzeszowskim BWA i na Biennale Malarstwa „Bielska Jesień” oraz na I Międzynarodowym Biennale Obrazu „Quadro-art 2007” w Łodzi. Był także stypendystą Funduszu Promocji Twórczości Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

 Kiedy otrzymywał Nagrodę EXIT za „konsekwencję w tworzeniu własnego, niepowtarzalnego języka wypowiedzi oraz za nadzieję, którą dają jego obrazy, że we współczesnym świecie sztuki jest miejsce na malarstwo w najbardziej tradycyjnym tego słowa znaczeniu”[1] malowaliśmy w jednej pracowni na warszawskiej Pradze. Nasze warsztaty były obok siebie. Marek pracował w idealnym porządku, zawsze skupiony, konkretny i bardzo zdyscyplinowany.

 Uhonorowaniem tej konsekwencji było odznaczenie w 2009 roku przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego za twórczość malarską oraz za osiągnięcia w dziedzinie edukacji artystycznej odznaką honorową „Zasłużony dla kultury polskiej”. Pomimo tych sukcesów nie zmienił się, pozostał skromnym i trochę nieśmiałym artystą. Nie lubił mowić o sobie, szczególnie publicznie.

 W 2014 roku uzyskał stopień doktora sztuki. Cały czas pracował jako dydaktyk w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych, w Ośrodku Kultury Ochoty i w Państwowym Ognisku Artystycznym Nowolipki, z którym był szczególnie emocjonalnie związany.

 W 2023 roku miałam wielką przyjemność być kuratorem jego indywidualnej wystawy w A Galerii w Siedlcach. Pokazywał prace z ostatniej serii pt.: „Skutki uboczne spaceru”, pejzaże zredukowane do najprostszych znaków, jednocześnie bardzo przestrzenne, bo pomimo tak silnej redukcji Ejsmondowi-Ślusarczykowi zawsze udawało się doskonale oddać subtelne przejścia pomiędzy planami. To była bardzo osobista podróż, do której zapraszał widza. Efekt czasu spędzonego w górach, po których uwielbiał chodzić i czasu spędzonego nad Wisłą, niby w mieście, a jednak całkiem zanurzony w przyrodzie. Nokturny, które fotografował, bo praktycznie nie rozstawał się z aparatem, przekształcał na swój niepowtarzalny sposób.

 Nie wiedzieliśmy, że w tym czasie otrzyma diagnozę nowotworu mózgu. W tym kontekście szczególnie wstrząsające okazują się jego autoportrety. Ukazuje na nich tylko sylwetę głowy i ramion, później tylko samej głowy.

 Widzieliśmy się niecałe dwa tygodnie przed jego śmiercią, miał już duże problemy z poruszaniem się, mówieniem, pomimo tego rysował. Powstawały rysunki flamastrami. Ostatni zapis jego twórczej drogi."



[1] Dagmara Babińska „Malarz zanurzony w bezczasie”, kwartalnik EXIT nr 4 (72) 2007, s. 4594

Zgodnie z art. 173 ustawy Prawa Telekomunikacyjnego informujemy, że kontynuując przeglądanie tej strony wyrażasz zgodę na zapisywanie na Twoim komputerze tzw. plików cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie ich, zmień ustawienia swojej przeglądarki internetowej. Więcej o naszej polityce prywatności przeczytaj tutaj